| ks. Jan Twardowski : "Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą I ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą I nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości Czy pierwsza jest ostatnią Czy ostatnia pierwszą." [ Start | Dźwięki | Sprzęt | Pisanina | Inne ] |
Nie lubię pisać o sobie. O człowieku powinny mówić czyny nie słowa. Cóż, czasem jednak trzeba się przedstawiać. Poświęcam te parę zdań swojej muzycznej części i w tej materii rozpoczynam tak: Zaraziłem się muzyką nieuleczalnie, mimo że brzmieć to może złowieszczo,
to właściwie jest mi z tym całkiem dobrze. Obawiam się czasem, że mogłoby pojawić
się lekarstwo. Oby nie. Zaraza owa zżera mnie powoli i zapewne pewnego dnia
posili się wystarczającą, acz mam nadzieję, że nastąpi to tuż na jedno
tchnienie przed ostatnim zamknięciem oczu. Grubo lat miałem naście, gdy pierwszy
raz dotknąłem strun gitary. Pamiętam to jakby chwila właśnie minęła. Dotyk był
na tyle sugestywny i pociągający, że zacząłem dotykać częściej i dłużej.
Czasami były to godziny poświęcone jedynie opętańczemu stukaniu w struny. Z
upodobaniem dzięcioła i zapewne z podobną gracją, starałem się wycisnąć jakieś
dźwięki. Z czasem coś się pojawiło, mam nadzieję, że nie tylko ku mojej uciesze.
Mniej lub bardziej świadomie uruchamiałem również inne struny, te bliższe ciału,
przeszywając powiet Tak jest do dziś. Wewnętrznie rozdarty, nie mogąc podjąć decyzji, którym strunom się poświęcić doszedłem do wniosku, że właściwie nie ma to dla mnie znaczenia. Póki mogę, robił będę obie rzeczy, acz nie preferuję czynić tego jednocześnie. Przez lata przeszedłem przez różne kapele, grałem głównie muzykę rockową czyniąc to przede wszystkim dla własnej przyjemności. Owa przyjemność wydaje mi się być motorem i sercem działania w tej materii. Nie szukam chwały, uznania czy jakby inaczej, to zwać używając górnolotnie brzmiących słów. Czerpię przyjemność z obcowania z muzyką i ludźmi którzy się jej oddają. To jest dla mnie rzeczą najważniejszą. Reszta jest tylko skutkiem ubocznym. Kiedyś podjąłem świadomą decyzję, że nie będę parał się muzyczną profesją, co nie znaczy, że nie muszę muzyki wykonywać z maksymalnymi umiejętnościami i zaangażowaniem. Zdaje się, że była to dobra decyzja a właściwie, po latach jestem, tego pewien. Ambicje zawodowe w tej materii często rodzą frustracje a te mi nie są potrzebne. Wolność oraz brak konieczności powodują, że nie ma zachwiania w moim podejściu do muzyki. Mam nadzieję, że już tak zostanie. Na zawsze… |
| Copyright © 2007-2008 by Robert Wysocki |